Data dodania: xx/xx/xx
Znalezione: rabiejka
Źródło: link
powrót do polski  
Treść:

W naszym państwie - łącznie w administracji, przedsiębiorstwach i u obywateli - przechowujemy miliard dokumentów tylko w celu rozliczenia podatku od dochodów osobistych.

Koszt papieru na ich wydrukowanie to 120 mln zł. Dane te zmieściłyby się na dysku pamięci o pojemności 200 gigabajtów - kosztuje on w sklepie mniej niż 400 zł.

W odpowiedzi na tytułowe pytanie wysocy urzędnicy państwowi często malują następującą sielankową scenkę: oto polski obywatel leży sobie na plaży w Hiszpanii, ale to nie przeszkadza mu złożyć na czas PIT-u w urzędzie skarbowym, bo uczyni to przez internet dzięki zinformatyzowaniu państwa.

Spójrzmy trzeźwo na tę sytuację. W Polsce mamy 22 mln płatników podatków od dochodów osobistych. Ilu z nich będzie w kwietniu leżeć na plaży w Hiszpanii, w dodatku obłożonych zaświadczeniami o zarobkach, fakturami na materiały budowlane i dowodami przelewów darowizn niezbędnych do wypełnienia PIT-u? Nawet gdyby się tacy znaleźli, to czy dla tej garstki warto informatyzować państwo? Prawdziwy sens informatyzacji państwa jest inny.

Trzymajmy się przykładu podatków od dochodów osobistych. Zgodnie z obowiązującym dzisiaj prawem urzędy skarbowe mają pięć lat na rozliczenie podatnika. Łatwo więc obliczyć, że w polskich urzędach skarbowych leży 110 mln deklaracji PIT (22 mln podatników razy pięć lat). Drugie 110 mln PIT-ów leży u podatników, którzy mają obowiązek prawny przechowywać ich kopie przez pięć lat. To daje razem 220 mln PIT-ów w państwie - tylko tych głównych. Do tego dochodzą PIT-y towarzyszące - na przykład PIT 11/8B z zakładów pracy - niezbędne do złożenia deklaracji podatkowej. Każdy podatnik dostaje ich tyle, ile miał źródeł przychodów, w dodatku są one przechowywane w co najmniej trzech kopiach, bo trzecią kopię przechowuje zakład pracy. To daje kolejne setki milionów PIT-ów przechowywanych w państwie. Ponadto są masowo wypełniane formularze odliczeń, na przykład PIT-D dotyczący odliczeń na cele mieszkaniowe. PIT-D w niektórych latach był grubszy niż główna deklaracja podatkowa!

Ogólnie Ministerstwo Finansów jest nadzwyczaj bogate w PIT-y. Prawdopodobnie mało kto poza specjalistami wie, że na swoich stronach www.mf.gov.pl podaje 51 różnych formularzy deklaracji podatkowych tylko od dochodów osobistych obowiązujących w roku 2005, który właśnie rozliczamy. Trudno o lepszy dowód absurdalnie skomplikowanego prawa i systemu podatkowego w Polsce. Do tego dochodzą jeszcze broszury informacyjne - w odniesieniu do roku 2005 MF wydało ich sześć, o łącznej liczbie 70 stron. Oszacujmy zatem, że w państwie polskim - łącznie w administracji, przedsiębiorstwach i u obywateli - jest przechowywanych miliard dokumentów tylko w celu rozliczenia podatku od dochodów osobistych. Niech jeden taki dokument ma średnio półtorej kartki -gdyby te kartki ułożyć jedna za drugą, to z nadmiarem opasałyby kulę ziemską na równiku! Koszt samego papieru na ich wydrukowanie wynosi po cenach detalicznych 120 mln zł. A przecież to nie jest koszt samego papieru - dochodzi koszt druku, transportu, spinaczy, segregatorów, szaf na dokumenty, biur i ich ogrzewania, oświetlania, sprzątania, pilnowania itd. itp. To są gigantyczne koszty biurokracji, a należy pamiętać, że jest to tylko przykład jednego rodzaju działalności administracyjnej państwa i to w odniesieniu do jednego tylko typu podatku.

Spójrzmy teraz na papierowe PIT-y od innej strony. Ile na nich znajduje się użytecznej informacji? To jest tylko kilka liczb. Większość tych płacht papieru zajmują tabelki i napisy, co ma się znajdować w poszczególnych rubrykach. Na każdym wypełnionym formularzu większość tych rubryk pozostaje pusta. Ministerstwo Finansów do rozliczenia podatków potrzebuje tak naprawdę od podatnika tylko kilku liczb.

Aby uzmysłowić czytelnikom, o ile tańsze jest przechowywanie informacji na nośnikach elektronicznych, posłużę się następującym przykładem. Dysk o pojemności 200 gigabajtów kosztuje w sklepie mniej niż 400 zł. Na takim dysku można zapisać około 100 mln jednostronicowych dokumentów do połowy zapisanych tekstem. Na takiej stronie zmieściłyby się wszystkie dane zawarte w pojedynczym dokumencie PIT. Gdyby takie 100 mln jednostronicowych PIT-ów wydrukować i poukładać jeden na drugim, to stos miałby 10 kilometrów wysokości, a sam papier kosztowałby 4 mln zł. Oczywiście - informatyka to nie same dyski, a PIT-y to nie sam papier. Ale zestawienie 400 zł z 4 mln zł za przechowywanie tej samej informacji mówi samo za siebie i stanowi jedną z odpowiedzi na pytanie zadane w tytule, po co informatyzować państwo - aby było tanie.

Drugi powód jest ważniejszy. W Polsce każdy podatnik żyje w stałej niepewności, czy nie zostanie wezwany do urzędu skarbowego w celu udzielenia wyjaśnień i przedstawienia stosownych dowodów sprzed pięciu lat. Oznacza to, że dzisiaj, w 2006 roku, muszę jako podatnik pamiętać, gdzie i ile zarobiłem i na co wydawałem pieniądze w 2000 roku, a nawet wcześniej, ponieważ na rozliczenie w roku 2000 miały wpływ moje wydatki w latach poprzednich, bo niektóre ulgi mają wspólny limit na wiele lat. Normalny człowiek nie pamięta szczegółów po tak długim czasie. Jeśli miałem nieszczęście się pomylić - o co bardzo łatwo na niemiłosiernie skomplikowanych PIT-ach osobom niezbyt biegłym w podatkach, a takich wśród podatników jest przecież ogromna większość - i uszczupliłem dochody państwa, to muszę zapłacić stosowną kwotę, w dodatku obciążoną horrendalnymi karnymi odsetkami skumulowanymi przez pięć lat! Taka sytuacja, w której w długim okresie mamy do czynienia z niepewnością, rodzi sytuacje potencjalnie sprzyjające korupcji. Nic tak bowiem nie sprzyja korupcji jak niejasność przepisów, uznaniowość i długi czas zależności od urzędników.

W aktualnym systemie podatkowym urzędnik może wezwać obywatela do złożenia wyjaśnień, ale nie musi. Może go wezwać raz albo dziesięć razy. Ponieważ nie jest w stanie wezwać wszystkich, to wzywa wedle uznania, a ta uznaniowość nie musi być obiektywna. Taka sytuacja obraca się przede wszystkim przeciwko ludziom aktywnym gospodarczo, na których nam jako społeczeństwu powinno najbardziej zależeć. Prawdopodobieństwo, że urząd skarbowy wezwie emeryta rozliczanego przez ZUS, jest praktycznie zerowe, w przeciwieństwie do człowieka aktywnego gospodarczo, osiągającego dochody z różnych źródeł i mającego swój wkład się w produkt narodowy brutto. Dlatego drugim bardzo ważnym celem informatyzacji państwa jest zawężenie pola potencjalnej korupcji dzięki przerzuceniu decydującej części rozliczeń z urzędników na komputery. Jeśli to komputer, a nie urzędnik, sprawdzi nie tylko - jak ma to miejsce obecnie - czy podatki są dobrze obliczone rachunkowo, ale również czy zadeklarowane dane podatkowe są prawdziwe, to pole potencjalnej korupcji zostanie drastycznie zmniejszone.

Państwo trzeba zinformatyzować wreszcie po to, aby było efektywne i nie zabierało ludziom niepotrzebnie czasu. Paradoks polega bowiem na tym, że dane potrzebne do wypełnienia PIT-ów i obliczenia podatków są już dzisiaj przechowywane w postaci elektronicznej w systemach komputerowych przedsiębiorstw. Proces przekazywania tych danych państwu wygląda jednak tak, że zgodnie z obowiązującym prawem przedsiębiorstwa drukują te dane na papierze, np. w postaci PIT-u 11/8B, i dają je pracownikom. Pracownicy przepisują te dane na swoje PIT-y, np. PIT-36, i dają urzędnikom urzędów skarbowych, a urzędnicy mozolnie wpisują te dane do swoich komputerów. Ile marnotrawionej energii społecznej można by zaoszczędzić, gdyby te dane z systemów finansowo-księgowych przedsiębiorstw przesłać od razu w postaci elektronicznej do urzędów! Wówczas obywatel byłby zasadniczo proszony jedynie o uzupełnienie danych dotyczących ulg czy dochodów z innych źródeł. Jeśli dane o ulgach wprowadziłby do komputera urzędu skarbowego przez internet, to mógłby być rozliczony prawie natychmiast. Znikłaby nieefektywność, niepewność, uznaniowość, niepotrzebne koszty; zieleniłyby się lasy nieprzerabiane na PIT-y, a odciążeni od niepotrzebnej pracy podatnicy i urzędnicy byliby zadowoleni i mogliby się zająć czymś pożytecznym. Dlatego właśnie trzeba zinformatyzować państwo.
powrót do polski